Ostatnimi czasy sporo post-rockowych klimatów ląduje w moim odtwarzaczu, z zainteresowaniem śledzę także nowe projekty, zarówno krajowe, jak i zagraniczne. Co prawda, najbardziej odpowiada mi, nazwijmy to, „czysty gatunkowo” post-rock, taki z domieszką alternatywy, w stylu polskiego Besides. Jednak z uwagą przyglądam się także próbom „mieszania” przestrzennych klimatów z nieco innymi elementami. Taki brzmieniowy miks proponuje na swoim albumie „Seven”kwidzyński zespół Underfate.

Jak to zwykle mam w zwyczaju, i tym razem nie wzięłam tego materiału „w ciemno”. Zapoznałam się z dźwiękami „Seven”, dostępnego na zespołowej stronie, rzut okiem na okładkę i decyzja – tak, biorę! To, co Underfate serwuje na swoim debiutanckim albumie, jest niebywale dojrzałe i przemyślane, zarówno kompozycyjnie, jak i wykonawczo. Przestrzenie post-rocka wypełniają tu progresywne wstawki, a może nawet więcej niż wstawki. Głównie za sprawą klawiszy. Ukłon należy się przede wszystkim gitarzyście grupy, który swoimi riffami mógłby obdzielić pewnie kilka różnych zespołów. Mocne i ciężkie partie przeplatają się ze spokojniejszymi i delikatniejszymi, przez co poszczególne utwory są bardzo zróżnicowane. Ciekawa sekcja rytmiczna nadaje całości odpowiednią formę. „Seven” udowadnia, że muzyka instrumentalna potrafi skłonić słuchacza do odkrywania rejonów, które nie są tak oczywiste i nad którymi trzeba nieco „popracować”, by uchwycić to, co w nich najciekawsze.

Płyta, jak na taką muzykę, nie jest przydługa, słucha się jej bardzo przyjemnie. „Seven” to właśnie siedem kompozycji. Pewna opowieść, którą możemy poznać nie tylko przez aktywne słuchanie, ale i wczytując się w teksty, które opisują poszczególne utwory (ciekawy zabieg!). Jeśli miałabym wyróżnić te, które najbardziej przypadły mi do gustu, to rzecz jasna, będą to najbardziej „post-rockowe” kompozycje z całego zestawu, czyli „Entanglement”„One Step Over” i ostatni numer na płycie „Way Out”. Wszystkie trzy mają świetne końcówki i niepowtarzalny klimat. Abstrahując od muzyki, słowo na temat szaty graficznej. Piękna, tajemnicza i minimalistyczna zarazem. Od razu zwróciła moją uwagę. Generalnie, nie tylko muzycznie, ale i wizualnie płyta jest wysmakowana i porządnie wydana.

„Seven” jest na pewno jedną z najciekawszych propozycji w klimacie polskiego post-rocka, w ostatnim czasie. Oferuje ciekawą i bardzo przyjemną muzyczną podróż. Myślę, że jest w stanie oczarować różnych słuchaczy, tych post-rockowych, jak i zasłuchanych w rocku progresywnym, art rocku i ambientowych klimatach. Udowadnia również, że kondycja takiej muzyki w Polsce jest naprawdę dobra i jest coraz więcej zespołów, które mają coś ciekawego do powiedzenia. Pole eksplorowane do tej pory przez Tides From Nebula i Besides, zaczyna się powoli rozszerzać i przyjmować nowe wartościowe zespoły i projekty. Polecam „Seven”, nie tylko wielbicielom gatunku!