Nowe Artrosis. Dwudziestoletnia (już) kapela. Niby podobna do innych, a jednak na swój sposób oryginalna. Czym jest dla mnie? Ważnym zespołem. Moja przygoda z gotyckim graniem zaczęła się między innymi od nich. Nastolatka odkrywająca piękne i mroczne muzyczne przestrzenie. Słuchająca i malująca. Jeszcze gdzieś tam w piwnicy leżą moje odwzorowania okładek „Ukryty wymiar”, „W imię nocy” (moja ulubiona) i „Pośród kwiatów i cieni”. Potem wraz z „Fetish”, przeszło. Wracałam już sporadycznie. Nie do końca pasowała mi zmiana stylu. Przedostatni album „Imago” właściwie tego nie zmienił. Zapowiedzi z tamtego roku o powrocie do klimatu znanego z pierwszych płyt ucieszył mnie na tyle, że zaczęłam już na bieżąco śledzić wieści z obozu Artrosis. 1 czerwca ukazał się najnowszy album „Odi et Amo”. Płyta jubileuszu 20-lecia działalności grupy.

Materiał promowały dwa utwory. Pierwszy tytułowy, a po nim „Nie zostało nic”. Przyznam szczerze, zachwytu nie było. Jednak w miarę kolejnych przesłuchań coś zaczęło się dziać. Byłam ogromnie ciekawa, jak zaprezentuje się całość. Bardzo dobrze pamiętam, jak odpaliłam po raz pierwszy płytkę. Chwyciło od razu. Moim pierwszym komentarzem tuż po przesłuchaniu było – dojrzały album. Tak właśnie powinien brzmieć materiał wydany w tym szczególnym dla zespołu roku. Czy usłyszałam to, o czym zapewniał zespół? Poniekąd tak. Słyszę tu miks „Pośród kwiatów…” i „Fetish”, gdzieś przemykają minimalne skojarzenia z „W imię…” i „Ukryty…”. Jest to jednak zupełnie inny album, bardzo świeży. Muzycznie nie ma tu jakiś turbulencji, wręcz przeciwnie. To, co najbardziej przyciąga mnie w tym materiale, to jego niezwykły urok. Mocny, gitarowy, nowoczesny, z pomniejszoną (tym razem) rolą Maćka i jego klawiszy. Żywa perkusja nadająca charakteru. Ciekawe efekty wokalne. Muzyczny i liryczny koncept. Piękna, refleksyjna podróż od „Sabat” do „Laudanum”. Chyba najlepsze teksty Madeah. Kilka utworów spokojnie mogłoby „pokrólować” gdzieś w radiu. Nie jest to zarzut oczywiście. Kompozycje raczej proste, ale tym właśnie przyciągające. Miłość, złość, smutek, nostalgia, spokój mieszają się w jednej, jak i drugiej warstwie albumu. Muzyka, która wymaga troszkę więcej czasu, by się w niej zadurzyć. Nie wiem dlaczego, ale chwilami nie mogę pozbyć się skojarzeń z ostatnią i przedostatnią płytą Closterkeller. Gdzieś jakieś subtelne łączniki spinają mi te materiały.

„Odi et Amo” to dziewięć numerów. Płyta o idealnej długości. Bardzo równa i przyjemna do odkrywania. Trudno uwierzyć, że powstawała trochę „na szybko” i nie tak właściwie miała brzmieć. Tego absolutnie tu nie słychać. Kilka utworów to prawdziwe perełki. W mojej opinii „Nie zostało nic” to jeden z najlepszych numerów Artrosis w ogóle. Szczerze, jestem od tej kompozycji nieco uzależniona i potrafię jej słuchać w zapętleniu. Zaraz po niej urzeka mnie numer zamykający album „Laudanum”. Lubię też utwór tytułowy oraz „Nasze Requiem”. Ciekawostkę stanowi bardzo delikatny „W imię nocy” – tytułem nawiązujący do najpiękniejszej płyty Artrosis. Jednak zwodzi nieco słuchacza, bo ta kompozycja (oprócz wiadomej tematyki) jest muzycznie nieco odległa od tego, co znajdujemy na „In Nomine…”.

Wiem, że w sercu Magdy i Maćka gra trochę inna muzyka, taka jak na przedostatnim ich albumie. Jest jednak sporo takich osób jak ja, dla których „Pośród kwiatów…” i „W imię…” to wyjątkowe materiały, nie tylko w obszarze dokonań Artrosis, ale gotyckiego rocka/metalu ogólnie. Wiem również, że naturalnym jest, że muzycy ewoluują przez lata i nie ma możliwości, by „dziś” idealnie naśladowało „wczoraj”. Przyjemnie jest jednak usłyszeć po wielu latach choć namiastkę tamtej muzyki, do której wraca się z wielkim sentymentem. „Odi et Amo” ma to coś, co przenosi do początku ubiegłej dekady, kiedy to Artrosis gościło w licznych muzycznych magazynach, i nie tylko tych rock/metal. To bardzo dobry materiał, przemyślany i uszyty na miarę „dziś”. Myślę, że może stać się szczególnie bliski tym, dla których ciężki temat rozstania jest dobrze znany. Bowiem zarówno muzyka, jak i teksty odgrywają tu równorzędną rolę. O tym, jak urok „Odi et Amo” zniewala na żywo, przekonam się już 16 lipca. Będziemy świętować 20-lecie Artrosis, na Castle Party oczywiście…